Dziennik #99/2026 - pustka

Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Marnie spałam. W sensie późno się położyłam jak to ja, bo zawsze chodzę późno spać, bo jestem nocnym markiem i jakoś po 2 czy 3 godzinach snu obudziły mnie takie skręty żołądka, że nie mogłam się podnieść z łóżka. Co do zasady twardy ze mnie człowiek, ale tu zginało mnie wpół i ni chuja nie mogłam się wyprostować jak trwała fala bólu. Smutna starość.
Czuję tak porażającą pustkę w środku, że nawet ta pustka przestała mnie już irytować. Wcześniej mnie to irytowało, więc jednak coś tam czułam, a teraz już mi to obojętne. Jestem w stanie jakiegoś zawieszenia i bardzo mi się to nie podoba. Dlatego tak mnie szarpie na rozrabianie, bo wtedy czuć cokolwiek. Jakąś adrenalinę, emocje, cokolwiek. A tak sobie trwam i nie umieram tylko dlatego, że ktoś nade mną czuwa. Żyję, jestem, gadam, śmieję się jak trzeba, ale w środku jest tylko martwa i porażająca cisza.
Pojechałam na miting i było to niepotrzebne, bo tylko się wkurwiłam do granic możliwości i wyszłam w trakcie. Jest jeden człowiek, który strasznie mnie wkurwia i postanowił nas "zaszczycić" swoją obecnością i farmozony, które pierdolił tak mnie odpaliły, że wymiękłam i w przerwie pożegnałam się z normalną częścią ekipy i wyszłam. Tylko takie emocje pozwalają mi na chwilę wyjść z matni i pustki. I to nie jest dobre.
Wizyta u rodziców, bla, bla, bla, szkoda tego komentować. Wróciłam do domu i dopadło mnie tak silne przygnębienie, że ciężko mi wstać z kolan. I nie wiem czym ono jest wywołane, po prostu taki stan trwa od kilku tygodni, a ja nie mam pomysłu jak z niego wyjść. Zresztą już mi się nawet odechciało. Po co mam się starać, kombinować i cudować skoro finalnie i tak jest zawsze ta sama chujnia?
Mam mega silne głody dzisiaj. Co zaskakujące odpaliły się też głody hazardowe i mówię, że to zaskakujące, bo od dłuższego czasu siedziały w ciszy. Stąpam po bardzo cienkim lodzie. Dobrze, że jutro po pierwsze idę do pracy, a po drugie widzę się z przyjaciółką to jest chociaż cień nadziei, że nic dzisiaj nie odpierdolę. Kiedy tak mnie szarpie to nie lubię siebie strasznie, bo mam poczucie, że prędzej czy później i tak zawiodę wszystkich wokół. W ogóle nie lubię życia od jakiegoś dłuższego już czasu. Życia, świata, ludzi. Jak można lubić życie i świat skoro są tak bardzo spierdolone, a o ludziach to już nawet nie będę mówić? Nie pojmuję z czego ludzie się na co dzień cieszą jak otacza nas taka chujnia, że czasami to aż brak słów, żeby to opisać.
Spróbuję zatopić się w książce, żeby jakoś dotrwać do rana. Do jutra.